Zwiedzanie Yazd, Shiraz i Persepolis z przypadkiem poznanym Polakiem.  | wyświetleń wpisu: 305

Zwiedzanie Yazd, Shiraz i Persepolis z przypadkiem poznanym Polakiem.

Cześć!
Dzisiaj ciąg dalszy wieści, opowieści z Iranu.

Co za radość gdy będąc od pół roku w drodze spotkasz Polaka, i to nie jakiegoś Warsiawiaka ale prawdziwego z krwi i kości „krajana” z Lubelskiego!
Piotrka poznałem w hostelu i szybko się zgadaliśmy, że kilka dni będziemy podróżować razem bo przecież w planie mamy odwiedzenie tych samych miejsc.

Najpierw obejrzeliśmy miasto Yazd, otoczone pustniami, z ciekawą zabudową w piaskowym kolorze. Czułem się tam jak by ktoś mnie zabrał na chwilę do świata z bajki o Alladynie. Brakowało tylko żeby dywany były latające, a z wazonów wychodził Dzin.

Gdy już zobaczyliśmy to co najciekawsze, wsiedliśmy w autobus, który… A jak że… zepsuł się na środku pustyni. Panowie biegali z godzinę do okoła autobusu czarując silnik, z którego buchała para… Wszystkie kobiety z dziećmi zostały w środku i ku mojemu zdziwieniu żadnej nie przyszło do głowy wyjść na zewnątrz i przy silniku coś doradzać. 

W końcu jakimś cudem ruszyliśmy i dotarliśmy do Shiraz. W pobliżu tego miasta znajduje się Persepolis czyli ruiny starożytnego miasta, dawna stolica imperium Persów. Jak nam powiedziano, jedyną opcja żeby nie tam dostać to zapłacić (słono) za taksę. Ale Postanowiliśmy to z Piotrkiem sprawdzić. Lokalnym transportem, i trochę autostopem udało się dostać na miejsce. W busie Iranka ze swoim synem co chwilę nas dokarmiała jedzeniem i słodyczami nie przyjmując do wiadomości jakiejkolwiek odmowy. Wysiadłem objedzony i z dwoma bananami i paczką cukierków „na drogę”. Irańczyk który zabrał nas na stopa wręczył nam po mandarynce i za nic nie chciał przyjąć proponowanej przeze mnie kwoty „na paliwo”.
W drodze powrotnej w lokalnym busie poznaliśmy Iranki, które również obdarowały nas po paczce herbaty, wesoło przy tym z nami dyskutując i na moje pytanie o wspólną fotkę zgodziły się bez wahania. 

A samo Persepolis wrażenie zrobiło na mnie spore . Kiedyś było to ponoć miasto przebogate i wyjątkowe, coś na miarę Aten czy Rzymu… Ale Aleksander Wielki po wygranej wojnie kazał to miejsce zniszczyć, mimo to nawet po ponad 2000 latach ruiny pełne perfekcyjnych rzeźb budzą podziw. W takim miejscu przekonujesz się, że Iran to nie jest jakiś tam dziki kraj, to kolebka dawnej cywilizacji, jednej z najstarszych , która nieprzerwanie nadal trwa.
W Iranie na każdym kroku pełno ręcznie robionych Perskich dywanów, najdroższe są wykonywane z jedwabiu i osiągają ceny nawet jak za samochód średniej klasy. Są piękne, hafty to prawdziwe dzieła sztuki! A Iranczycy potrafią o nich opowiadać z dumą godzinami. Pełno też niesamowicie zdobionej ceramiki, biżuteri no i muzyki, którą Iranczycy tworzą w różnych stylach. Irański hip-hop albo techno ? Czemu nie. Ale najbardziej spodobała mi się muzyka bliższa tradycyjnej w której słychać „Tar” tradycyjny Perski instrument podobny do gitary ale w brzmieniu przypominający harfę.
Oprócz tego w większości domów można znaleźć dzieła Perskich poetów, którzy są w tym kraju czczeni i lubiani (mam wrażenie) znacznie bardziej niż nasi narodowi wieszczowie.

Moje wrażenia? No cóż… Kraj bardzo silnej, bogatej kultury i dumnych ludzi, którzy obcokrajowca traktują jak specjalnego gościa…
Do tego stopnia, że kierowca autobusu z którym jechałem do Isfahanu na postoju podchodził specjalnie do mnie i pytał mnie (o dziwo po angielsku) jak mi się z nim jedzie, uprzedził mnie, że teraz będzie dłuższy przystanek ze względu na modlitwę, a gdy oni będą się modlić to w barze czeka na mnie herbata (którą sam mi kupił).
W Isfahanie miejscowy lekarz w drodze do pracy zaprosił mnie na śniadanie, dwóch nastolatków kupiło dla mnie lody szafranowe w soku marchwoiwym (wow, to było pycha), kilka razy ktoś zaczepiał mnie gdy szedłem po chodniku i po prostu proponował herbatę.

Ale o prawdziwej Irańskiej gościnności miałem się dopiero przekonać w mieście Tabriz na północy Iranu gdzie poznałem Irańską rodzinę, z którą siedziałem kilka dni …
ale tą historię poznacie w kolejnym wpisie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

shares