Poznałem fajnych Tajów – czyli wspólne jedzenie i picie z Tajami.  | wyświetleń wpisu: 45

Poznałem fajnych Tajów – czyli wspólne jedzenie i picie z Tajami.

Tajlandia – Surat Thani. Miasto gdzie nie przyjeżdża zbyt wiele turystów więc i ludzie zachowują się bardziej swojsko. Godzina 20. Zgłodniałem a moja największa życiowa pasja to jedzenie. Uwielbiam jeść! Wy też tak macie? 
Pyszny obiad można tu kupić za niecałe 6 zł- dla mnie Raj  . Tajlandia wieczorami zaczyna żyć. Jest trochę chłodniej, na ulicy pojawia się mnóstwo garkuchni i straganów. Gdybyś chciał wytłumaczyć Tajom co to sanepid byli by mega zdziwieni, że coś takiego w ogole w jakimś kraju istnieje i podejrzewam że uznali by to za bardzo głupi pomysł. Tajowie spotykają się wieczorami i razem jedzą piją i dużo się śmieją. Atmosfera i gęsty zapach uczty wisi w powierzu 
Spaceruję sobie w poszukiwaniu miejsca gdzie jest jakieś ciekawe jedzenie, mijam świątynię buddy a po drodze co jakiś czas ktoś krzyczy do mnie radośnie hello albo „sawadicha” co znaczy cześć. Jeśli tylko spojrzę na kogoś 9 na 10 przypadków zobaczę wyszczerzone zęby i uśmiech skierowany do mnie. Na Tajlandię mówią „kraina uśmiechu” i coś w tym jest.

Znalazłem fajne miejsce pełne Tajów próbuje wybrać coś z karty ale nie jest to łatwe bo te Tajskie szlaczki wyglądają dla mnie jak hieroglify Angielskiego menu nie mieli, kelnerka też ostro speszona bo nie rozumie mnie, ale daliśmy radę, wylosowałem coś i na telefonie napisała mi cyfrę ile mam zapłacić. Zupa bardzo ostra i przepyszna (jeszcze wtedy nie wiedziałem, że będzie mnie piekła 2 razy) 
Nagle zagadują do mnie sąsiedzi ze stolika obok (oczywiście znający angielski Pan inżynier ) i pytają skąd jestem, jak długo zostaje, czy podoba mi się tu itp. Banyat przedstawił mi całą swoją rodzinę a gdy mnie poty po tej ostrej zupie oblały od tak przynieśli mi piwo.  Musiałem się zrewanżować za co później oni postawili mi pyszną zupę. Spędziłem z nimi kilka godzin na jedzeniu rozmowie i piciu , przesympatyczni bardzo pozytywni ludzie. Mam wrażenie, że serce oddali by na tacy a gdyby córka była trochę starsza miałbym błogosławieństwo . Na koniec uparli się, że mnie odwiozą… Mówię im „to tylko 2 km, przejdę się, nie potrzeba ale i tak zaprowadzili mnie do samochodu i zawieźli do hotelu…
Jestem pod wrażeniem tego co mnie tu spotyka. 
PS. Niedługo płynę na wyspę Koh Samui i będzie więcej zdjęć pięknych krajobrazów 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *