Jak (nie) wejść na Rysy. Czyli moja próba zdobycia najwyższego szczytu Polski.  | wyświetleń wpisu: 9 203

Jak (nie) wejść na Rysy. Czyli moja próba zdobycia najwyższego szczytu Polski.

Plan był taki… w te wakacje moja noga stanie na najwyższym szczycie Polski- Rysach ( 2499 m. n.p.m. ) Przeczytaj jak rzeczywistość zweryfikowała moje plany i brutalnie sprowadziła mnie na ziemię. 😉

Kilka rad dla tych, którzy chcą wejść na Rysy.

  • Jeśli nie masz dobrej kondycji popraw ją przed wyprawą, rozłóż sobie trasę na 2 dni. Np. nocując w schronisku Morskie Oko.
  • Najlepsze miesiące na taką wędrówkę to lipiec, sierpień – w górach bardzo szybko zmienia się pogoda, w wyższych partiach mimo lata robi się zimno- zabierz też cieplejsze ubrania.
  • Jeśli nie chcesz ryzykować, skręceń i nadwyrężeń kup dobre buty za kostkę, weź ze sobą na wszelki wypadek coś od deszczu.
  • Nie ” goń” na początku i rób przerwy bo później może Ci zabraknąć sił.
  • Dużo wody i jedzenia, tabliczki czekolady przydadzą się by szybko uzupełnić energię.
  • Parking samochodowy na dwa dni kosztuje 40 zł. Wejście na szlak ( chyba 6zł)
  • Jeśli chcesz spać w schronisku ( a polecam bo klimat jest niepowtarzalny) to musisz rezerwować nawet kilka tyg. wcześniej. Za łózko zapłacisz około 40 zł. Za miejsce na podłodze około 20 – trzeba mieć własny śpiwór.

A tak wyglądała moja przygoda z Rysami…

Kilka tygodni przed wyprawą, podzieliłem się swoim zamiarem ze znajomymi. Chętnych na wspólną wycieczkę znalazło się 10 osób. Zaznajomiliśmy się ze szlakami, czytając mapę dodaliśmy minuty na poszczególnych odcinkach i wyszło nam, że w 6 godzin powinniśmy się uporać ze szczytem. ( Do tego trzeba dodać oczywiście przerwy) Jako, że o urlopy ciężko, chcieliśmy tą górkę załatwić w weekend. Nocleg udało nam się zarezerwować w Schronisku Rostoka ( swoją drogą polecam to miejsce). Trwały długie negocjacje co do zaplanowania szczegółów 😉 aż w końcu wyszło tak, że o 1 w nocy w sobotę wyjechaliśmy z Warszawy, żeby nad ranem  z Polany Palenickiej wystartować w kierunku Morskiego Oka, przemknąć w kierunku Czarnego Stawu i wbiec na Rysy. Pościelone łóżka miały czekać na nas w Roztoce, gdzie odpoczniemy, prześpimy się i wrócimy do domu…

schm

Pierwszy raz moje plany brutalnie zderzyły się z rzeczywistością, gdy chciałem zasnąć o 20:00 w piątek, żeby o 1:00 wstać i być gotowym do drogi. ( Miałem zamiar kierować autem) W sumie to mogę powiedzieć, że zanim udało mi się zasnąć, już dzwonił budzik i trzeba było ruszać.

Na miejscu byliśmy około 8 nad ranem. Po chwili przerwy ruszyliśmy czerwonym szlakiem w kierunku Morskiego Oka. W Roztoce zostawiliśmy śpiwory i cięższą część zbędnego bagażu. Wejście pod morskie oko asfaltową dróżką nie było zbyt trudne, wtedy jeszcze mieliśmy wiarę, że tego dnia nasze nogi postaną na na wysokości 2499 m n.p.m. Przy schronisku, czułem już pierwsze oznaki zmęczenia i niewyspania, widoki zapierały dech w piersiach a szczyt Rys wydawał się nadal odległy.Ruszyliśmy w kierunku Czarnego Stawu pod Rysami i tutaj zaczęło się robić „ciekawie”. Stromo, duże głazy i kamienie, po których nie idzie się zbyt łatwo. Do tego na szlaku, dosyć dużo ludzi co nie ułatwiało wejścia wąską ścieżką. W drodze na Rysy

Muszę przyznać wprost- ten odcinek mało mnie nie wykończył. 😉 Zalał mnie pot, brakowało oddechu a mięśnie odmawiały posłuszeństwa, do tego czułem duży niedobór snu. Przy Czarnym Stawie zrozumiałem, że porywam się z motyką na księżyc. Kondycja pracownika biurowego, okazała się jednak nie wystarczająca…  Całe szczęście, nagle zmieniła się pogoda i zaczął kropić deszcz. To była dobra wymówka, żeby nie iść dalej. 😉 Pozostali uczestniczy naszej ekipy jakoś również nie palili się do dalszej drogi… Pooglądaliśmy piękne widoki, popstrykaliśmy zdjęcia i wróciliśmy do Roztoki. Na miejscu byliśmy wyczerpani i szczęśliwi, że nigdzie tego dnia nie musimy już iść… Gdy dziś wspominam mój ” plan idealny ” ogarnia mnie śmiech…;)Roztoka

To na pewno nie moja ostatnia próba wejścia na Rysy… z lekko utartym nosem, większą wiedzą i lepszą kondycją wejdę tam za rok :) Mimo wszystko widok z Czarnego Stawu na Morskie Oko i otaczające mnie góry był warty wysiłku… Polecam.

12 komentarzy

  1. Stasiek z fk

    Relacja świetna i następnym razem zalecam wieczorem tabletkę nasenną i dobry budzik 😉

  2. spociłeś się dochodząc do czarnego stawu i postanowiłeś się tym podzielić, gratuluję braku poczucia obciachu.

  3. Ale widoooki !!!! a ja nigdy nie byłam ….. ale będę !

  4. Nie mogę patrzeć na te męczone konie, które ciągną grube zady tłustych turystów.

    1. Very valid, pithy, sunctcci, and on point. WD.

    2. OK, agreed that the whole Fed Ex/playoffs is a bit of a joke, but this is still one of the bigger tournaments of the year and while Vijay is the Fed Ex champ, he has to do more than just play 72 holes to win this tournament. Finding our who wins a tournament (not necessarily a silly playoff scheme), is why I watch.

  5. No tak się mówi. Wejdę i zejdę a tu siły brak

  6. Nad samo morskie oko wejśc to już cud

  7. Fajna sprawa. Wchodziłam raz i też klapa

  8. Jest tam naprawde fajnie

  9. Mam tylko dobre wrażenia jeśli chodzi o góry

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *