Jak jest na Filipinach. Ciekawostki, kultura, jedzenie, rajskie plaże  | wyświetleń wpisu: 933

Jak jest na Filipinach. Ciekawostki, kultura, jedzenie, rajskie plaże

Mój pierwszy dzień na Filipinach zaczął się grubo!
Zostałem wrzucony w ubraniach do basenu!


A miałem się wkońcu trochę ponudzić, odpocząć, zregenerować siły… nadrobić zaległości tu na blogu… Hah

Zaczęło się od tego, że wieczorem, trafiłem do hostelu, oznajmili mi, że mają dzisiaj imprezę i będzie, grill. Ok, czemu nie…
Był tam Rosjan Aleks (przysięgam wyglądał jak ten koleś blondyn z bajki Skubidu) kilku Amerykanów, Hindus, Irlandczyk i Filipinka Lizel.
Nie wiedzieć czemu, nagle ku zaskoczeniu wszystkich Lizel postanowiła pchnąć mnie do basenu. Oczywiście szybko się odwdzięczyłem, ale ofiarą padł też Aleks. Chciał mi pomóc wrzucić do wody Lizel, a ona wciągnęła go za sobą. Wszystko mokre, ubrania, pieniądze w kieszeni i siedzącym niedaleko Amerykanom też się trochę oberwało wodą … Hahah
„Witamy na Filipinach” – ktoś podsumował sytuację 

Chcąc nie chcąc, zakumplowałem się z Lizel. Przez kilka kolejnych dni spotykaliśmy się na plaży i miałem okazję posłuchać jak wygląda życie w tym kraju od osoby, która zna go od dziecka. Te rozmowy ale i też wiele innych sytuacji z Filipin dały mi sporo do myślenia o tym kraju i pozwoliły poznać trochę jego kulturę, jedzenie, oraz ciekawostki…

A jakie są moje wrażenia po 3 tygodniach spędzonych na Filipinach…

Czułem się tam bardziej jak w jakimś kraju Ameryki Południowej niż w Azji. W jednym z hosteli poznałem podróżujące po Filipinach Czylijki, które powiedziały mi, że nie spodziewały się tego, że ten kraj będzie tak podobny do Chile. No cóż… Ferdynand Magellan pod Hiszpańską banderą ponad 500 lat temu przybył na wyspę Cebu (w mieście Cebu, można zobaczyć oryginalny krzyż który, ze sobą przywiózł) i od tego czasu kraj ten był kolonizowany przez Hiszpanię. To zapewne dlatego jako jedyny kraj w Azji Filipiny są katolickie, zapewne dlatego jedzenie jest zupełnie nie podobne do reszty Azji. Swoją drogą jedzenie to moje największe rozczarowanie Filipin. Tłuste, podawane na zimno, przesolone, ubogie w przyprawy… Ogólnie to króluje fastfood. Moje kubki smakowe były tam najsmutniejszymi kubkami w Azji i tutaj po raz pierwszy w podróży poszedłem do McDonald’s mimo, że szczerze tego żarcia i tej firmy nie lubię. Mogłem tam tylko z nostalgią powspominać Tajlandię czy Japonię gdzie kuchnia urosła do miana sztuki! Jeśli już mowa o jedzeniu to muszę wspomnieć o „Balut” do którego zjedzenia z wielkim entuzjazmem namawiała mnie Lizel. Balut to ugotowane jajko z małym niewyklutym kurczakiem w środku. To jednak ponad moje siły… Na sam widok było mi niedobrze. 

Rozczarowała mnie też trochę tak zwana kultura… Muzyka głównie Amerykańska ewentualnie Hiszpańska, taniec… nowoczesny. Filipiny moim zdaniem dały się skolonizować przez zachód w pełnym tego słowa znaczeniu i przez 3 tygodnie podróży po kilku wyspach nie udało mi się zachwycić zwyczajami, zabytkami, rzeźbą, muzyką… Zupełnie odwrotnie niż w Indonezji, gdzie prawie na okrągło miałem oczy i uszy szeroko otwarte ze zdziwienia. Efektem tej kolonizacji jest skrajna bieda, i patologia dużej części społeczeństwa… Ale to już temat na inny wpis.

Filipiny maja tez tą ładniejszą twarz…
To właśnie na Filipinach widziałem najpiękniejsze plaże z przezroczystą wodą, z niemalże białym piaskiem. Na każdym kroku można spotkać bananowce, palmy itp obwieszczenie swoimi owocami. Piękny świat podwodny pełny ryb, raf koralowych delfinów… Można nawet kupić sobie wycieczkę i pooglądać rekiny wielorybie.
Filipiny to też, przyjaźni ludzie (szczególnie gdy są w trybie imprezowym a widać że lubią w nim być) … Spotkało mnie tam dużo uśmiechu, dużo fajnych sytuacji gdzie lokalni (oczywiście w mniej turystycznych miejscach) zaczepili mnie i zapraszani np. na własnej produkcji wino z kokosa…
Jednym zdaniem… Plaże, woda… zimne piwo i weseli ludzie…. Tego właśnie mi trzeba było po 4 intensywnych miesiącach pełnych wrażeń. 

I pewnie zapamiętał bym ten kraj jako raj na ziemi gdyby nie widok ulic Cebu nocą ze śpiacymi na chodniku dziećmi… Gdyby nie to, że spotkałem inhalujacego się workiem z klejem chłopca (góra 10 lat), robił to siedząc w centrum miasta siedząc na krawężniku… Gdyby nie prostytucja w najgorszym wydaniu… Gdyby nie skrajna bieda, slamsy i patologia… Gdyby nie to, że dużo ludzi na Filipinach sprawia wrażenie jak by byli totalnie zrezygnowani i stery swojego życia oddali komuś innemu… Być może liczą tylko i wyłącznie na Boga wierząc, że tylko on jest w stanie odmienić ich los.
Ci którzy wciąż wierzą, że to w ich rękach leży ich przyszłość, pakują walizkę i tak jak np Lizel lecą do Dubaju pracować jako sprzątaczka… Na Filipinach mieszka 100 milionów ludzi. (3 razy więcej niż w Polsce). 10% pkb Filipin to pieniądze wysłane z zagranicy. Największym towarem eksportowym tego kraju są młodzi ludzie emigrujacy za pracą…
Miejsce które mogło by być rajem, ale nie jest.

1 komentarz

  1. Cudowne zdjęcia! Tak bardzo chciałabym się tam wybrać

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

shares