Jak jest w Erywaniu. Autostopem z Iranu do Armenii.  | wyświetleń wpisu: 227

Jak jest w Erywaniu. Autostopem z Iranu do Armenii.

Granica Irańsko Armeńska – 5 tygodni temu

-Wy Ruski Gawaricie? – zapytał mnie Armeński celnik.
– Da, ja Was rozumieju. (No cóż, mój rosyjski jest jaki jest  )

Celnik wyjął lupę i dokładnie sprawdzał strona po stronie mój paszport. Pocierał, patrzył pod światło, mlaskał i kręcił się, zerkał co chwilę na mnie… Sprawiał wrażenie jak by w moim paszporcie czegoś brakowało…na przykład jakiegoś banknotu. 
W tym momencie dotarło do mnie, że wkroczyłem do innego świata…  Ale postanowiłem zdać się na informację umieszczoną przy okienku, która głosiła, że pracownicy łapówek nie przyjmują i uparcie udawałem, że nie wiem o co chodzi.
Wkońcu po seri zupełnie bezsensownych pytań, i zapewnieniu celnika, że do Ruskich się nie wybieram (nie mam pojęcia czemu mnie o to wypytywał), zostałem wpuszczony na teren Armeni. Kraju, który otoczony wrogami nie ma zabardzo wyjścia… musi być „przyjacielem” Rosji.
Zaraz za przejściem dowiedziałem się, że jedyną opcją na dostanie się do Erywania jest (ponoć) współdzielona taksówka. Stargowałem cenę do akceptowalnej i ruszyliśmy. Ale już w środku bucowaty kierowca zaczął się wdzierać do mnie i innych pasażerów, że chce jednak więcej kasy. Pradowopodnie myślał, że w ten sposób mnie zastraszy i taką taktyką ugra większy zarobek.
W postsowieckich ludziach jest moim zdaniem coś dziwnego… Jeśli jesteś dla nich miły i normalny, będą traktować Cię jak zero. Ale jeśli traktujesz ich z góry, hukniesz, tupniesz, zwrócisz dosadnie uwagę… będą dla Ciebie uprzejmi i mili.
W Polsce odziwo czasem też się z tym można spotkać. Naprzyład w wielu urzędach. Czyżby taka pozostałość po ZSRR?

-Zatrzymaj się! Wysiadam!
-Ty durak, kak ty pojedziesz! Tam maszin nieto. (czy jakoś tak)
-na piechotę k… Pójdę. Zatrzymaj się!!!

Taksówkarz nagle zmienił zdanie i z uśmiechem na ustach zgodził się na wcześniej ustaloną kwotę…zrobił się grzeczny i miły jak baranek.
Zacząłem otwierać dziwi w czasie jazdy. Zatrzymał się.
Do widzenia, nie dostaniesz żadnych moich diengów! Wkrótce okazało się, że cena możne być niższa niż wcześniej ustalona… Ale nie o pieniądze przecież chodziło a o zasady. Nie będzie mnie jakiś gruby cham zastraszał!
Godzinę później złapałem stopa. Tutaj muszę wspomnieć, że drogi w południowej części Armenii to jedna wielka serpentyna i przepaść obok przepaści. Karo (kierowca, który mnie zabrał) niemal całą drogę miał ze mnie bekę, widząc jak na siedzeniu pasażera próbuje odruchowo hamować. 
Oprócz ryzyka śmierci w spadającym z urwiska samochodzie miałem jeszcze jedno zmartwienie. Karo podróżujący czarnym mercedesem zatrzymywał się kilka razy na drodze, gdzie inni ludzie z dobrych samochodów wręczali mu pieniądze. A gdy zatrzymaliśmy się zjeść coś w barze to obsługa witała go tak jak by był tam jakąś szychą. Pytam go w końcu kim jest z zawodu na co z ironicznym uśmiechem odpowiedział, że robi interesy. Chyba niepotrzebnie naczytałem się wcześniej o Ormiańskiej mafii bo aż do Erywania nie miałem pewności czy to przypadkiem nie porwanie.  Jakie interesy robił Karo, nie wiem do dziś. 

W stolicy Armenii szczęście również mi dopisywało bo już kolejnego dnia rano, w hostelu poznalem Ormianina, który szczegółowo opowiedział mi o swoim kraju. Czy wiecie, że Armenia to najstarszy kraj Chrześcijański na świecie? Albo że z Erywania widać górę Ararat, która w Biblii jest wymieniona jako miejsce gdzie Noe zacumował swoją Arkę? Albo że w Polsce w wielu miastach możemy spotkać ulice „Ormiańskie” lub kamienice należące do Ormian (np w Zamościu) ponieważ w przedrozbiorowej Polsce Armeńscy kupcy zapewniali naszemu krajowi cennych towarów.

Takich ciekawostek mój nowy kolega miał sporo i sypał nimi jak z rękawa.
Jak się później okazało nie tylko on. Z tego co zauważyłem Ormianie są dumni ze swojej historii i bardzo dobrze ją znają. Zdąrza się, że są niewierzący ale mimo to z dumą noszą na piersi wytatowany krzyż.
Pytam, dlaczego masz krzyż skoro jesteś niewierzący?
-Bo religia to moja kultura i historia! To dzięki niej mój naród istnieje.
Przyznam, że odebrałem to jako dość rozsądne myślenie, bez popadania ze skrajności w skrajność.

Spotkałem w hostelu też trzy dziewczyny z Polski i nasz lokalny kolega zaproponował, że zabierze nas do Ormiańskiej restauracji. Propozycja została zaakceptowana natychmiast. Z lokalnym przewodnikiem można najlepiej poznać miasto a i przy okazji dowiedzieć się co w miejscowej kuchni jest najbardziej warte zjedzenia.
Erewań sprawia bardzo europejskie wrażenie, a ceny są znacznie niższe niż w Polsce. Byłem trochę zaskoczony gdy za obiad i piwo w restauracji zapłaciłem około 12 złotych. To było centrum miasta. Podróżowanie po tanich krajach to coś pięknego!
Wszystko od noclegów poprzez transport, kończąc na jedzeniu jest o wiele tańsze! Podobnie jest w Gruzji… o której już niedługo będzie kolejny wpis 
Po kilku dniach w Armenii ruszyłem w kierunku Tbilisi.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

shares